Latest Posts

Napoleon Bonaparte stwierdził, że: Niedola jest akuszerką geniuszu.
Układamy swoje życie według swoich planów i zamierzeń. Posiadamy pewną zdolność do tego by żyć tak jak pragniemy. Zdecydowanie częściej jednak, wpływ na nas mają okoliczności oraz to co przeżywamy. Wydarzenia te oraz okoliczności stają się kamieniami milowymi na drodze naszego rozwoju. Gdyby nasze życie nie było targane przez okoliczności oraz często bardzo trudne doświadczenia, wtedy nasze życie byłoby płytkie a nasz wpływ na otaczających nas ludzi żaden. Czasami zadajemy sobie pytanie: Dlaczego to i to mnie spotyka? Dlaczego innym wiedzie się lepiej? Dlaczego nieszczęścia przychodzą tak łatwo, a sukcesy tak rzadko?
Aby lepiej zrozumieć trudności dobrze jest zadać sobie pytanie:
Nie pytam dlaczego, chcę tylko wiedzieć co dalej?
Napoleon dzięki swojej obserwacji uznał, że niedola człowieka jest akuszerką, osobą otwierającą nowe życie. Niedola jest szansą na wykorzystanie olbrzymich zasobów mądrości i przenikliwości jaka w nas drzemie. Niedola powoduje, że zwracamy uwagę na sprawy ważne i pomijamy te, które nie zasługują na nasze zainteresowanie. Niedola usuwa z nas małostkowość i poczucie wyższości a zwraca uwagę na to, co istotne a nie łatwe do zobaczenia.
By móc tak stwierdzić, autor wielokrotnie musiał samemu to przeżyć. Wiedział, że chwilowa niedola wymusi na nim takie rozwiązania o których nigdy by nie pomyślał gdyby wiodło mu się dobrze.
Dobrze jest więc doceniać to co nam się nie udaje a duże problemy są drogowskazem do tego, że nasze życie nabierze nowego wymiaru. Ta trudność wywoła w nas nadzieję, że wiele spraw nie będzie już takie same, ale nasze życie wejdzie na nowe tory.

Za wszystko więc możemy dziękować, nawet jeśli jeszcze nie widzimy celu, wiedząc, że czeka nas nowe, które ta sytuacja właśnie rozpoczęła.
Bóg stoi po stronie liczniejszych batalionów - Napoleon Bonaparte.


W Biblii mamy wiele przykładów na to, że Bóg stoi czasem po stronie mniej licznych batalionów.
Zwykle jednak działa zasada, którą wypowiedział Napoleon. Oprócz tego, że był on wielkim dowódcą, to również był głębokim myślicielem. Wiele z jego wypowiedzi na zawsze przeszło do potomnych.
Ta wypowiedź budzi we mnie wielki podziw. Stawia mnie na równe nogi i pozwala stąpać po skale. To co dzieje się w życiu bardzo często zależy od naszych batalionów. Niezależnie od tego, jak bardzo chcielibyśmy wierzyć, że jest inaczej, jednak w praktyce okazuje się, że często przegrywamy ponieważ nie przygotowaliśmy się odpowiednio do potyczki. Zdarza się, że ruszamy w jakiejś sprawie nie mając właściwych argumentów. Bo jeśli nie mam siły argumentów to muszę mieć przynajmniej argument siły. Wiele złych rzeczy, których doświadczamy nie zdarzyłoby się gdybyśmy właściwie wycenili naszą armię. Gdybyśmy policzyli nasze zasoby. Naiwnie wchodzimy w coś co wygląda dobrze, ale jesteśmy zbyt słabi by temu podołać i wygrać.
Na policzenie się, czyli dokładne przeanalizowanie naszej sytuacji, potrzebny jest czas . Często brakuje nam otwartości na krytyczne uwagi ponieważ nasze pomysły są zwykle najlepsze, a inni nie mają pełnej wiedzy, którą akurat my posiadamy. Przez brak dania sobie czasu na dokładne przemyślenie, zbadanie swoich odczuć w tej sprawie, pakujemy się w kłopoty.
Sposobem na wyjście z kłopotów jest zrobienie tego czego nie zrobiliśmy wpędzając się w nie, a mianowicie: cisza i czas.
Cisza potrzebna jest do tego by w naszym wnętrzu pobudzone zostały najgłębsze obawy, które bez ciszy nie pojawią się. Dlatego męczą nas nieprzespane noce. Bo jest cisza. Uciekamy od niej włączając telewizor lub komputer. Mamy tak dużo niepokojów, że nawet nie chcemy by coś do nas dotarło. A to jest właśnie dla nas ostrzeżenie. Budzą się lęki, których nie powinniśmy ignorować, bo wpędzą nas w jeszcze większe kłopoty ze sobą.
Potrzebny jest również czas. Właściwy czas. Kiedy to jest? Wtedy kiedy przychodzi. Możemy dać czasowi jakiś okres by z nami pracował. Możemy również zareagować gdy przychodzi myśl, niepokój i obawa. Dobrze jest wtedy wyłączyć się, pozostawić rozmowy, aktywność i podążać za myślami. Pozwolić im pracować w nas.
Patrząc w przeszłość mogę powiedzieć, że w wielu sprawach zwłaszcza bardzo ważnych miałem niepokoje. Nieprzespane noce, zapijanie lęków, ale w tych sprawach nie dałem swoim myślom, swojemu odczuciu nic sobie powiedzieć. Dzisiaj wiem, że gdybym wtedy posłuchał, byłbym mądrzejszy i nie wpakował się w niepotrzebne trudności. Może dlatego dziś wiem, że Napoleon miał rację.

Teraz i ja będę częściej szukał swoich batalionów przed przystąpieniem do walki.
Wczoraj byłem bardzo zadowolony z tego o czym myślałem. Dzisiejszy dzień mogę nazwać - sprawdzam. Miałem poukładane różne scenariusze w kilku ważnych sprawach. Były wśród nich rzeczy ode mnie niezależne. Zgodnie z prawem Murphiego, a właściwie moją parafrazą: jeżeli coś może pójść nie tak, to na pewno tak pójdzie, w naszym przypadku właśnie tak się stało. Właściwie planowałem sobie w głowie co będzie ze mną gdy wszystko pójdzie tak jak powinno. Cieszyło mnie to, co się stanie. A tu pasztet. 
W pierwszej chwili, dodam, że krótkiej chwili, poczułem ból, że sprawy nie idą po mojej myśli. Szybko zorientowałem się, że utraciłem radość z życia. Pomyślałem, czy moja radość uzależniona jest od tego, że realizuję swoje plany? A jeśli nie realizuję, to nie mogę się cieszyć z życia? Zrozumiałem, że moja radość i satysfakcja nie może być uzależniona od tego czy udaje mi się zrobić to co zaplanowałem ponieważ ryzykuję, że radość będzie trwała zbyt krótko. Nawet nie będę miał czasu na świętowanie sukcesów, bo przede mną stawać będą kolejne cele, jeszcze ambitniejsze, jeszcze ważniejsze. Radość, która nie zależy od okoliczności związana jest z tym, co przeżywam,  a nie z tym co osiągam. Dzięki porażkom życie jest o wiele głębsze a doświadczenia pełniejsze. Nie oznacza to, że mam cieszyć się z porażek - mam za nie dziękować. Dzięki nim  doznania i odczuwanie jest o wiele bardziej wartościowe.
Rozmawiałem ze znajomym, którego dobry sąsiad wczoraj umarł. Minęło już dwa wieczory, a on nie ma czasu by pójść do niego do domu na modlitwę. Zrozumiał, że jest tak zagoniony, że nie jest w stanie nawet zatrzymać się i pochylić w tak ważnej dla rodziny sąsiada chwili. Czy tak ma wyglądać szczęście?
Czy warto tak pędzić nie widząc i nie przeżywając zarówno sukcesów jak i porażek? Czy my uczestniczymy w wielkim sprincie?
Życie szybko weryfikuje to o czym myślimy i mówimy. Dzięki chwilom, w których pozwalamy sobie na nic nie robienie, na leniuchowanie, na rozmyślania, możemy dostrzec to co ważne dla nas i innych.
Dzięki tej sytuacji w praktyczny sposób przekonałem się, że prawdziwą radość przeżywamy tu i teraz i to jest pewne, a to co będzie potem to zagadka. Będzie albo i nie będzie.

Więc warto żyć by żyć zwłaszcza dzisiaj.
Kolejne zdanie jakie wypowiedział Goldratt na łożu śmierci to: każdy człowiek może osiągnąć pełnię życia.
Wydaje się, że tutaj autor tych słów poszedł już bardzo ostro, bo nie tylko mówił i pisał o metodach zarządzania produkcją, usługami oraz sprzedażą, ale również zaobserwował pewną prawidłowość. Gdy patrzymy na siebie oraz świat często bardzo trudno jest zobaczyć ludzi, którzy mogą o sobie powiedzieć, że osiągnęli pełnię życia. Czyżby Goldratt w tym się mylił?
Czy można powiedzieć, że każdy człowiek może to osiągnąć?
Przecież nie każdy jest milionerem, a wielu ludziom nie starcza nawet do następnej wypłaty. Przecież wielu ludzi jest chorych, kalekich oraz odrzuconych. Dlaczego więc ten geniusz, twórca przełomowej doktryny w zarządzaniu, takim zdaniem żegna świat?
Odpowiedzi szukać należy w nas samych oraz naszych aspiracjach i pragnieniach.
Od kilku miesięcy nie mam telewizora (zachęcam do tego samego) i zauważyłem, że nie wiem jaki proszek do prania jest teraz najlepszy. Nie wiem również, czy są lepsze telefony od tego, który mam. Nie wiem nawet jak powinien wyglądać modnie ubrany facet. Nie mam pojęcia, czy samochód, który mam posiada ABS, URS, BPS, DuPeEs czy cokolwiek innego. Nie oznacza to, że jest mi wszystko jedno, ale nauczyłem się cieszyć tym co aktualnie się dzieje oraz tym co mam. Ważne jest to kim jestem.
Wszystko może się zniszczyć. Wszystko może zabrać komornik lub złodziej. To kim jestem - nikt mi tego nie zabierze.
Odczucie szczęścia jest subiektywnym odczuciem spełnienia. Dla każdego inne i dla każdego dostępne. Jest przeżywaniem życia w harmonii ze sobą nawet jeśli inni uważają, że szczęście jest zupełnie czymś innym.
Szczęście jest więc naszym własnym odczuciem i dlatego uważam, że Goldratt miał rację twierdząc, że każdy może je osiągnąć. Nie chodzi o sprawy zewnętrzne, a tym bardziej o dogadzanie sobie we wszystkim. Chodzi o odczuwanie. Jeśli damy sobie więcej czasu na przeżywanie życia takim jakie jest, wtedy nasze odczucie szczęścia będzie większe.
Od wczoraj zdarzyło się więcej rzeczy w moim życiu prywatnym niż razem przez ostatnie kilka miesięcy.
Po pierwsze mój przyjaciel napisał do mnie bardzo długiego i troskliwego sms-a. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że ostatni raz pisał do mnie wiele, wiele miesięcy temu. Ciekawostką jest dla mnie również to, że pisał go o 3.00 rano, gdy ja sobie smacznie spałem. Właściwie to najbardziej zadziwiła mnie długość tego sms-a, bo musiał go pisać około godziny, by spłodzić taki długi tekst. Największą korzyść uzyskałem jednak z treści. Mój przyjaciel wykazał się prawdziwą determinacją by odpowiedzieć na jeden z postów mojego bloga i zrobił to bardzo celnie z wnioskami i wskazówkami
Druga sytuacja dotyczy innego przyjaciela zza miedzy, a nawet jeszcze dalej. Pisał ze mną wczoraj do późna w nocy na facebook-u.  Omawiał wiele ważnych spraw dotyczących naszego życia dokładnie poszukując najlepszej odpowiedzi na poruszane zagadnienia. Nie było w tym grania by wypaść lepiej, ale wiele szczerości, która jest potrzebna do budowania i podtrzymywania przyjaźni.
Kolejną rozmowę miałem z koleżanką, której praktycznie nie widuję już od ok.10 lat. Podczas rozmowy wykazała dużą troskę o mnie.  Kiedy zapytałem: a dlaczego dopiero teraz?,  odpowiedziała. że sprawiałem wrażenie osoby niedostępnej, niechętnej kontaktowi. Wytłumaczyłem, że tak nie jest i jestem bardzo głodny kontaktom innym niż handlowe i biznesowe. Przyznałem, że przez lata, które tak szybko przeleciały coś straciłem - chcę to jednak odzyskać.
Innym zaskoczeniem była rozmowa z nowo poznaną osobą. Z rozmowy tej wypłynęło zaproszenie do pisania bloga na jej stronie. Bardzo połechtało to moją próżność i oczywiście zgodziłem się nie mając pojęcia jakie są tego konsekwencje. A ponieważ mam dość życia, w którym liczy się tylko kasa, kasa i kasa, zamierzam korzystać z takich sytuacji, poszukując lepszego i pełniejszego życia i traktując to jako dodatkowy doping do tego by pisać o tym co mi w głowie świta.

Napisałem to ponieważ od lat moje kontakty z przyjaciółmi praktycznie zamarły. Nie chciałem tego, ale byłem zbyt zajęty sobą i pracą by myśleć o potrzebie przyjaźni. Oczywiście myślałem o tym, ale zawsze mówiłem sobie: teraz nie, ale jak tylko jeszcze to i to uporządkuję, to wtedy już będę miał czas na przyjaciół.
Wygląda na to, że tych którym brakuje przyjaźni jest więcej i nasi przyjaciele chętnie odpowiadają na nawet mały gest. Tylko mały punkt zaczepienia, cokolwiek, pretekst by móc się z nami kontaktować, ponieważ wszyscy tego potrzebujemy.

Już teraz mogę powiedzieć, że dzięki pisaniu tego bloga już mi się żyje piękniej...
Goldratt na łożu śmierci wypowiedział kilka zdań. Jedno już omawialiśmy.
Co powoduje, że autor tego zdania miał taką pewność, że w każdym konflikcie istnieje możliwość zakończenia go w sposób wygrana-wygrana? Dlaczego to zdanie wymienił w tak dla siebie dramatycznej sytuacji? Czy było to jego pobożne życzenie czy na tym polegała moc jego zasad, które spisał w postaci TOC (Teorii Ograniczeń)?
Gdyby prawdą było to co powiedział oznaczałoby to iż zawsze strony konfliktu mogą się dogadać nie na zasadzie ustępstw i kompromisów ale na zasadzie osiągnięcia tego czego się pragnie. Podejmując negocjacje czy biorąc udział w konflikcie i przyjmując, że nie odejdę póki obie strony nie będą zadowolone wkraczamy w nowy obszar rozumowania. Wiemy, że zakończenie negocjacji będzie korzystne dla mnie ale i dla drugiej strony. W naszym nastawieniu coś się zmienia. Nie podejmujemy ich po to by dbać tylko o swój interes ale również dbamy o interes drugiej strony. To powoduje, że i druga strona dostosowuje się do naszego sposobu prowadzenia konfliktu. Podczas takiej rozmowy wykazujemy, że zależy nam na naszym interesie ale i szanujemy interes drugiej strony. Konflikt przechodzi z fazy wojny w fazę porozumienia. 
Czy mamy jakieś przykłady z własnego życia, które dadzą nam więcej zrozumienia jak to działa?
Pytanie tylko jest takie:
Czy zawsze chcemy by druga strona również wygrywała czy wolimy wygrywać nie bacząc na koszt relacji, kontaktu?
Czy postępowanie zgodnie z tą zasadą przyniesie nam więcej czy mniej szczęścia?
Moje życie w zbyt dużym stopniu ogarnięte jest mieć a nie być. Zbyt wiele czasu i energii poświęciłem na szukanie i podążanie za czymś co w skrócie można nazwać mieć. Powoduje to wpadnięcie w sidła nieustannego biegu bez opamiętania w celu realizacji celu, który sam sobie nakreśliłem, a który - po przynajmniej częściowym zrealizowaniu - okazuje się ..... niczym atrakcyjnym.
Brak prostoty życia powoduje wpadnięcie w wir wielu zajęć i prac, który wciąga a nie przynosi celu. Celem nie jest w stanie być posiadanie, ponieważ nie daje ono głębokiej satysfakcji, a dzieje się kosztem utraconych relacji z rodziną i przyjaciółmi. W pewnym momencie pozostaje się samemu ze swoim mieć a ono nie pocieszy, nie pomoże, nie przytuli i nie podpowie jak żyć by być szczęśliwym.
Dzisiaj rozmawiałem z kilkoma osobami w mniej więcej moim wieku i opowiadałem im o swoich przemyśleniach. Dokąd pędzimy? Co chcemy osiągnąć? Jakim kosztem? Większość rozmówców uważała, że nie da się w tych czasach inaczej żyć. Co, nie kupisz dziecku czekolady? Co, ograniczysz mu jego możliwość posiadania tego czego pragnie?
Zastanawiam się tylko jakim kosztem to się dzieje czy Ci dla których to robimy docenią to nie mając z nami kontaktu bo cały czas byliśmy w pracy dla ich dobra?

Jest to jedno z ostatnich zdań jakie wypowiedział twórca TOC ( Teorii Ograniczeń) Dr Eliyahu M.Goldratt, który zmarł kilka miesięcy temu.
Jego śmierć jest dla mnie tym bardziej przykra, ponieważ dopiero co zachwycił mnie prostotą i rozsądkiem swoich rozwiązań, a tu już Bóg wezwał go do siebie.
To zdanie jest bardzo trudne do przyjęcia. Oczywiście w sytuacjach, które nie są całkowicie podbramkowe wydaje się logiczne i proste ale w sytuacjach naprawdę skomplikowanych wydaje się trudne i mało realne. Miałem  z tym problem w swojej konkretnej życiowej sprawie. Nasza firma mimo kilku lat sukcesu popadła w olbrzymie tarapaty i stosowałem różne sposoby, najczęściej zgodne z tą wiedzą, by wyjść z problemów, ale za każdym razem nie udawało się. Nawet teraz wydaje mi się, że może jest jeszcze coś czego nie zrobiłem i wcale nie znalazłem prostego rozwiązania , które umożliwiłoby nam życie i przetrwanie, ale wierzę, że to się uda. Zmusza mnie to do sięgania po coraz nowsze rozwiązania, których wcześniej nie stosowałem. Uczy czegoś o sobie, o moich potrzebach i o tym na czym mi w życiu naprawdę zależy. W miarę upływu czasu i prób zauważam ewolucję swoich planów, zamierzeń i pragnień. Czego innego pragnąłem 20 lat temu, 10 lat temu, a czego innego nawet pół roku temu. Daje mi to możliwość zobaczenia siebie w świecie, mojej roli w życiu innych oraz tego co chcę osiągnąć naprawdę.
Czasem wydaje mi się, że już wiem, ale mija kilka dni i moje serce weryfikuje to i uznaje, że jednak nie o to mi chodziło. Nie zawsze chodzi o pieniądze i chociaż o nich myślę bo muszę z czegoś żyć i to one są punktem wyjścia to jednak chodzi o moje życie, o jego cel i jego wartościowy przebieg.
To poszukiwanie szansy przetrwania czyni mnie osobą bardziej świadomą i otwartą na zmiany.
Stąd mój blog, bo dzięki pisaniu wymuszam na sobie analizę swoich myśli i dążeń oraz mogę do tego wrócić potem patrząc jak ewoluowałem w swoich dążeniach.
Po raz pierwszy w życiu byłem na kajakach. Mój przyjaciel zaprosił mnie na spływ kajakowy, zorganizował to, zawiózł nas tam i nawet nakarmił. W moim życiu zachodzi dużo zmian ale tej jednej zmiany nie chciałbym robić - stracić, porzucić, zmienić przyjaciela.
Przyjaźnimy się już od końca lat 80-tych i chociaż w ostatnich latach nie spotykamy się zbyt często, jednak możemy na siebie liczyć w trudnych momentach. I to jest coś czego warto nie zmieniać.
Kajaki były niesamowitym doświadczeniem i pokazały mi kilka rzeczy:
-  wreszcie musiałem się mocno poruszać i chociaż sam spływ, który nazwano wyścigiem trwał tylko 3 godziny jednak com się zmęczył to moje
- dużo się śmialiśmy wraz z naszymi żonami i tego właśnie bardzo potrzebowałem a nie kolejne rozważania np. o tym jak zwiększyć sprzedaż i poradzić sobie w tych ciężkich czasach
- pod względem towarzyskim namacalnie zrozumiałem, że przyjaciół należy mieć i warto dla utrzymania przyjaźni płacić cenę
- dla naszego małżeństwa nauka koordynacji i kierowania kajakiem co nie było początkowo łatwe ale dochodziliśmy coraz bardziej do wprawy i jazda stawała się coraz płynniejsza i kłóciliśmy się nawet coraz mniej

Ostatni raz w tak beztroski sposób spędzałem czas z moimi przyjaciółmi ok 20 lat temu i począwszy od dzisiaj to będzie zmiana a właściwie powrót do korzeni więc coś jednak się będzie zmieniać.
Ciekawe czy moje życie to będą zmiany do czegoś co było wcześniej? Ostatnio chodzi za mną piosenka z lat 80-tych zespołu Cocteau-Twins, który być może już nawet nie istnieje a piosenka działa między innymi pod tym linkiem

http://www.djoles.pl/mp3/pobierz/124194,cocteau-twins-pandora.html

Dostałem dzisiaj wreszcie darmowego e-boka o którym będę pisał w miarę czytania ale już teraz cytat jaki znajduje się na początku książki

Prawdziwą miarą bogactwa jest to, ile byłbyś wart, gdybyś stracił wszystkie swoje pieniądze. 
Autor nieznany

Szkoda, że autor nieznany ale może ktoś jednak wie jak go odnaleźć albo kto to napisał. Przez prawie całe moje dorosłe życie wyceniałem ludzi wg tego jaki mają kapitał czy to w gotówce czy w majątku. W przeszłości tak nie było ale widzę, że wraz z upływem lat coraz mniej widziałem wartości człowieka po odjęciu jego pieniędzy.
Fajnie, widzę że moje życie zmienia się w wielu aspektach i o tym będę pisał niezależnie od tego czy ktokolwiek będzie to czytał ponieważ robię to przede wszystkim dla siebie
Od kilku lat poszukiwałem sposobu w jaki zarządzać działaniami w firmie. Przyjąłem, iż dobrze byłoby robić to wg jednego spójnego schematu. Miałem do wyboru kilka doktryn i najbardziej podobała mi się Metoda TOYOTY.  Japończycy doszli do perfekcji w udoskonalaniu swojego biznesu, jednak dla mnie było to zbyt trudne. Trudność polegała na tym czym miałbym się właściwie zająć, jaką kolejność działań zastosować. Im więcej się nad tym zastanawiałem tym bardziej dochodziłem do wniosku, że sobie z tym nie poradzę. Mnogość spraw, które są do poprawienia spowodowała, że w praktyce nie potrafiłem zająć się niczym w zadowalający dla mnie sposób. Po wielu poszukiwaniach natknąłem się na bardzo prostą metodę opisaną przez izraelskiego fizyka Dr Eliyahu M.Goldratt'a.
O jego sposobie patrzenia na problem zarządzania będę opisywał nie mniej jest on prostym, zdroworozsądkowym podejściem do zarabiania pieniędzy. Dzięki niemu zmienił się również mój sposób patrzenia na siebie oraz świat. Jest to jak myślę jedno z ważniejszych odkryć w moim życiu i ono pcha mnie w kolejne odkrycia o których będę pisał